|
|
EDYTORIAL
Postawa ciała, gest, wyraz twarzy, a nade
wszystko zachowanie wobec drugiej osoby mówi wiele o duszy, o
stosunku – do siebie i do bliźnich. W taki sposób manifestujemy
swoje uczucia, czasem zapatrywania, wiele różnych doznań i przekonań:
szacunek albo pogardę, uznanie albo sprzeciw, uniżoność albo dumę,
dystans albo zwykły cynizm, autentyczność albo zakłamanie. W
pewnym sensie nikt nie jest wolny, swobodny w swoich reakcjach, a
jednocześnie każdy, stykając się z ludźmi, uczy się: bycia
wolnym wobec drugiego, a także akceptacji, uszanowania inności.
Im mniej mamy w sobie wolności, niezależności, tym łatwiej ulegamy
pokusie uzależniania innych od siebie. I tym chętniej sięgamy po
znaki i symbole, które mają nas odznaczyć, wyróżnić, jakby
uszlachetnić, a w gruncie rzeczy dowartościować. Kto nie panuje nad
swoimi emocjami, najczęściej próbuje zawładnąć uczuciami wielu,
nikogo nie pozostawiając obojętnym. Niektórzy, opisując Sokratesa,
zwracali uwagę, iż ateński mędrzec szczególną odrazę budził wśród
nadętych kapłanów, ufryzowanych mówców czy demagogów troskliwie
pielęgnujących fałdy swojej tuniki. Ten, który potrafił rozmawiać
z prostymi ludźmi i nie próbował nikomu zaimponować, który nie
wynosił się ponad innych i interesował się każdym, wśród
„zacnych” obywateli budził ogromną niechęć. Bogata,
artystyczna indywidualność, przystępny, dobroduszny, krytyczny również
wobec siebie filozof podpadł w końcu indywiduom, dla których
podstawowym, życiowym ideałem była umiejętność grania – tak
przed sobą, jak i przed swoim otoczeniem. Każdy ich ruch, wyraz
twarzy, spojrzenie – miały sprawiać wrażenie, że wielkimi są
pochłonięci sprawami i wiele znaczą.
„Wstań, ja też jestem człowiekiem” – nakazał Piotr
Korneliuszowi, kiedy ten, ujrzawszy apostoła, padł mu do nóg i oddał
pokłon. „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na
osoby” – rzekł przybysz do rzymskiego centuriona z Cezarei. A
następnie wyjaśnił, że – jak czytamy w niektórych tłumaczeniach
– „Bóg nie sądzi według powierzchowności”. Nie tylko w
Dziejach Apostolskich mamy wiele przykładów, iż postawa wiary i
postawa człowieka Ewangelii, to nie umiejętność przypodobania się,
to nie taka czy inna zręczność ani też nadęta pobożność. To
nade wszystko pokora wobec Boga i szacunek dla każdego, niezależnie
od tego, skąd pochodzi, kim jest i jaką spełnia funkcję.
Dla nas znajomość Biblii, jej wyjątkowość, poznanie Boga żywego,
otwarcie na Boga i postawa wskazująca na zgodność słów i czynów,
jak też głoszonych prawd i czynionych gestów – to punkt wyjścia,
początek drogi, jaka prowadzi tak do zewnętrznej, jak i wewnętrznej,
duchowej przemiany.
Na pierwszym miejscu zawsze jest to, co boskie, potem przychodzi to,
co ze wszech miar ludzkie, a zarazem ponad ludzkimi słabościami i
naszymi ambicjami. Przez całe życie uczymy się sądzić nie „według
powierzchowności”, lecz według tego, co bierze się z namysłu i
wymaga odrobiny dobrej woli, pragnienia poznania cudzych motywów i
odrębnych racji. I nie istnieje bez zwykłego ludzkiego odruchu, współczucia
czy altruistycznego nastawienia. Dotyczy w ogromnym stopniu sposobu życia,
osobistych preferencji i zachowań.
Ludzki wymiar istnienia łączy się ze sposobem działania.
„Zwracam się szczególnie do was, drodzy akademicy i artyści, bo
to właśnie jest waszym zadaniem, waszą misją: wzbudzać zachwyt i
pragnienie piękna, pogłębiać wrażliwość duchową i zamiłowanie
do wszystkiego, co jest autentycznym wyrazem ludzkiego geniuszu i
odbiciem Bożego Piękna” – mówił Benedykt XVI w swoim przesłaniu
do uczestników watykańskiej sesji na temat „Uniwersalizmu piękna”,
zachęcając jednocześnie do odkrycia na nowo Listu do Artystów Jana
Pawła II.
O tym, że „istnieje pilna potrzeba odnowienia dialogu między
estetyką a etyką, między pięknem, prawdą i dobrem” mówi nie
tylko kultura czy sztuka, ludzie jej oddani, lecz – jak zauważa sam
Papież – „codzienna rzeczywistość”. I warto, również w kręgach
kościelnych, zastanowić się nad tym, dlaczego „dialog między
estetyką a etyką” tak małe budzi zainteresowanie, tak rzadko wpływa
na postępowanie ludzi decydujących o tym, jak będą wyglądać –
tak nasze świątynie, jak i domy, przedmioty, jakimi się otaczamy.
Dlaczego ów pilnie potrzebny dialog jest „czasem zapominany czy
unikany” i nieraz przez długie lata, a nawet epoki, zupełnie
lekceważony?
Wszystko zapewne rozpoczyna się od najprostszych rzeczy – właśnie
od postawy, od tego, co wewnątrz, głęboko w nas, od zgodności głoszonych
idei z praktyką dnia codziennego, jak też od zachowania wobec
drugiej osoby, od stosunku – do siebie i do bliźnich.
Marek Wittbrot
Paryż, 3 marca 2009 roku
Gare Montparnasse
|
|

Na zdjęciu:
Marek Wittbrot
Fot. Michael Wittbrot
|
|
|
|