
|
Ziemia dzieciństwa i młodości
ZIEMIA Jezusa Chrystusa, Palestyna, dzieliła się za Jego
czasów na trzy prowincje: Judeę, Samarię i Galileę. Galilea była dzielnicą
wysuniętą najdalej na północ, graniczącą od północnego zachodu z
Fenicją (dzisiejszym Libanem), od północnego wschodu z Trachonitydą i
Dekapolem (dzisiejsza Syria i Jordania), a wreszcie od południa z Samarią
Wschodnie granice Galilei były częściowo naturalne, a stanowiły je rzeka
Jordan i jezioro Genezaret. Cała ta kraina liczyła zaledwie 60 kilometrów długości
i 40 szerokości. Chrystus Pan spędził w niej prawie całe swoje życie: tu
się bowiem wychował, tu żył w ukryciu przez trzydzieści lat, tutaj
rozpoczął nauczanie publiczne i w większej części jego dokonał. Wjeżdżając
do Galilei odnosi się wrażenie, że znalazło się w wielkim, pachnącym i
kolorowym ogrodzie. Szczególnie na wiosnę okolica jest pełna uroku. Wokół
na horyzoncie rysują się łagodne pasma niewysokich, zielonych wzgórz.
Wypasa się na nich stada owiec. Często można zauważyć, jak pasterz
poprzedzając stado, przeprowadza je z miejsca na miejsce w poszukiwaniu świeżej
trawy. Chrystus Pan niejednokrotnie przyrównywał się do dobrego pasterza.
Na skłonach gór rozpoczynają się pola uprawne, a w dolinach ciągną się
żyzne równiny. Jest ciepło, świeżo i wonnie. Cała okolica jest zalesiona
drzewami oliwnymi. Można je z daleka rozpoznać po błyszczącym
zielono-srebrnym kolorze liści i krępych pniach. Na polach uprawia się zboża,
przeważnie jęczmień i owies, na skłonach południowych pielęgnuje się
winnice. Chrystus wiele razy brał za temat swoich przypowieści krzew winny.
Bliżej osad ludzkich rosną drzewa owocowe: całe ogrody pomarańcz i cytryn
o bujnych, ciemnozielonych liściach, pełne złotych, pachnących owoców. Często
zauważa się krzaki bananowe, podobne do naszej kukurydzy, mające nieco
szersze, żółtawe, obwisłe liście. Drogi bywają obsadzone drzewami
figowymi i oleandrami. Od czasu do czasu wystrzelają w niebo samotne, wysmukłe
cyprysy. Wśród skał i kamieni rosną ogromne kaktusy. Wszędzie jest pełno
kwiatów: przy drogach, pomiędzy polami, na pastwiskach, wokół domów.
Galilejskie, polne kwiaty! Chrystus Pan mówił, że ani król Salomon nie był
przybrany, jak jeden z nich: przepysznych, nasyconych wonią i cudownie
kolorowych.
Po wzgórzach wiją się kręte, wąskie drogi łącząc wsie
i miasteczka. Osady galilejskie są niewielkie, położone zawsze na
wzniesieniach. Domki buduje się kamienne, szare o płaskich dachach. Na dach
wiodą schody, najczęściej zewnętrzne. Chrystus Pan mówił, że na takich
dachach będą wyjawiane tajemnice. Okna domów są najczęściej bez szyb. W
domach biedniejszych nie ma także drzwi wejściowych.
Uliczki wszystkich wsi i miasteczek galilejskich są do
siebie podobne. Zawsze niezmiernie wąskie i kręte, bez końca, bądź pną
się w górę, bądź spadają w dolinę. Środkiem takiej ulicy biegnie wgłębienie
służące za ściek odpadków i drogą dla osłów. Mieszkaniec galilejski
wyrzuca do tych ścieków wszystko: resztki jedzenia, łupiny owoców i
glinianych naczyń, zepsute mięso i podarte ubranie. Nikogo nie przejmują
roje much żerujących na odpadkach i buchająca woń zgnilizny. Kiedyś
nadejdzie deszcz i wszystko zostanie spłukane.
Ciasnotę ulicy powiększa niesamowity zgiełk, jaki w niej
panuje. Każdy krzyczy, wymachuje ramionami, zachwala swój towar i spiera się
o cenę, wielokrotnie odchodzi oburzony i wraca ponownie, by ubić targu.
Albowiem wszędzie można kupić: mięso baranie i wełnę, tkaniny, owoce,
kawę i obuwie, słodycze, stągwie na wodę, pieczywo i jaja - wszystko w tym
samym składzie. Środkiem uliczki, po ściekach, jadą mężczyźni na obładowanych
osłach. Trzeba uważać, gdyż wiozą na nich całe stogi trawy, sterty mięsa
i kopy jaj. W każdej chwili może się wydarzyć katastrofa. Osioł buntuje
się rycząc przeraźliwie, zrzuca zbyt ciężki bagaż i jeźdźca.
Momentalnie robi się zbiegowisko. Zwierzę zbiera baty, poddaje się i
uspakaja, zostaje ponownie obładowane i pokornie maszeruje dalej.
W każdej osadzie galilejskiej jest miejsce szczególnie
uprzywilejowane: źródło. To miejsce jest pilnie strzeżone i otoczone
kamiennym murem. Pod wieczór dnia idą do źródła całe rzędy kobiet.
Zresztą idą nie tylko po wodę. Jej czerpanie poprzedza przyciszona,
szeptana, tajemnicza pogawędka. Później, napełniwszy kamienną stągiew
wodą każda z kobiet stawia ją sobie na głowie i nie podtrzymując jej, z
pełną elegancji równowagą wraca do domu.
Takie jest pierwsze wrażenie, jakie na pielgrzymie z
dalekiej Europy wywiera Galilea. Ale nie jedziemy tu po to, aby podziwiać piękno
krajobrazu i wschodni folklor. Galilea jest ziemią Pana, Jego krajem, w którym
spędził większość swojego życia. Na tle tej ziemi pragniemy odkryć
postać naszego Zbawiciela.
Miasto ukrytych lat
PIELGRZYMOWANIE po Galilei rozpoczynamy od Nazaretu. Święty
Łukasz na początku swojej Ewangelii pisze: „A miesiąca szóstego posłany
jest anioł Gabriel od Boga do miasta galilejskiego, które zwano Nazaret, do
Panny poślubionej mężowi, któremu było na imię Józef, z domu
Dawidowego, a imię Panny Maryja. I wszedłszy do niej anioł rzekł: bądź
pozdrowiona, łaski pełna, Pan z tobą, błogosławionaś ty między
niewiastami. A ona, gdy posłyszała, zatrwożyła się na słowa jego... I
rzekł jej anioł: nie 1ękaj się, Maryjo, albowiem znalazłaś łaskę u
Boga! Oto poczniesz w łonie i porodzisz syna i nadasz mu imię Jezus” (Łk
1,26 nn). Wiemy więc na pewno, że największe wydarzenie, jakie zna ludzkość,
dokonało się w Nazarecie. A miejscowość ta widnieje na mapie do dziś,
mniej więcej w środku Galilei. Dziś liczy około 20 tysięcy mieszkańców.
Kamienne domki o płaskich dachach z pewnością wyglądają podobnie jak
domek „Panny, której było na imię Maryja”. Tradycja przechowała
nam miejsce, w którym się on znajdował. Jest to mała kaplica, mieszcząca
się w potężnej bazylice Zwiastowania. Pod głównym ołtarzem są wyryte słowa:
„Tu Słowo stało się ciąłem”. Modląc się myślimy tylko o
jednym: to było tu. Niedaleko bazyliki bije źródło, jedno z nielicznych w
mieście. Czy do tego źródła nie chodziła Maryja z dzbanem kamiennym na głowie?
Uliczki okalające bazylikę mieszczą pracownię stolarzy i cieśli. Czy
„Józef z domu Dawidowego” nie pracował na tym miejscu? A również
jego przybrany syn, Jezus, bowiem ewangeliści mówią wyraźnie, że w tym
mieście rósł i przebywał przez trzydzieści przeszło lat. Musiał więc
znać w nim każdy kamień... „Gdy Herod umarł, oto anioł Pański
ukazał się we śnie Józefowi w Egipcie mówiąc: wstań, weźmij dziecię i
matkę jego, a idź do ziemi izraelskiej... I przyszedłszy zamieszkał w mieście,
które zowią Nazaret, aby się wypełniło, co jest powiedziane przez proroków,
że Nazarejczykiem będzie nazwany” (Mt 2,19 nn). Nasze my61i i wyobraźnia
idą ku Niemu, gdy dziś patrzymy na dzieci z Nazaretu. Czyż Syn Boży nie był
podobny do tych rozkrzyczanych maluchów, biegających po jego ulicach?
„Dziecię rosło i umacniało się pełne mądrości i łaska Boża była
w nim” - notuje św. Łukasz (2,40). Św. Marek mówi wyraźnie, że
Jezus wyszedł z Nazaretu, aby się dać ochrzcić w Jordanie przez Jana:
„I stało się: w one dni przybył Jezus z Nazaretu galilejskiego i
ochrzczony był przez Jana w Jordanie” (1,9). A również później, w
czasie swej publicznej działalności, kiedy już mieszkał w Kafarnaum nad
Jeziorem, powracał do miasta swojego dzieciństwa, w nim bowiem przebywała
Jego Matka i przybrany ojciec.
Miasto weselne
NIEDALEKO Nazaretu, w kierunku północno-zachodnim, leży małe
miasto: Kana Galilejska. W Ewangeliach Kana została uwieczniona jako miasto
pierwszego cudu Jezusa. „A na trzeci dzień odbywały się gody weselne
w Kanie Galilejskiej i była tam matka Jezusowa. Zaproszono tez na gody Jezusa
wraz z uczniami jego” - pisze św. Jan (2,1).
Maryja żyjąc tyle lat w Nazarecie musiała dokładnie znać
Kanę odległą zaledwie o parę kilometrów. Jest więc zrozumiałe, że
została zaproszona na uroczystość weselną, być może do pomocy w
przygotowaniach, skoro tak szybko zdała sobie sprawę, że zabrakło wina. Ze
względu na Matkę został zaproszony również i Syn, który właśnie
rozpoczął nauczać w okolicznych synagogach i gromadzić wokół siebie
pierwszych uczniów. „A gdy zabrakło wina, rzekła matka Jezusa do
niego: wina nie mają... A było tam sześć stągwi kamiennych, ustawionych
dla obrzędowych obmywań żydowskich, z których każda mogła pomieścić
dwa lub trzy wiadra. Rzecze im Jezus: napełnijcie stągwie wodą. I napełnili
je aż po brzegi. I rzekł do nich Jezus: zaczerpnijcie teraz i zanieście
gospodarzowi wesela: I zanieśli”. Św. Jan dodaje od siebie:
„Taki to początek cudów uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej i okazał
chwałę swoją, i uwierzyli weń uczniowie jego” (2,1-2). Jest bardzo
znamienne, że pierwszy cud Jezusa dokonał się na prośbę Matki i że był
to cud weselny, pełny radości ludzkiej. Do dziś w Kanie pokazują stągiew
kamienną pochodzącą z dawnych czasów i z pewnością podobną do jednej z
tych, w których woda przemieniła się w wino. Do dziś bije w Kanie źródło
jedyne w miasteczku. Czy nie z tego źródła czerpali wodę słudzy wesela?
Oprócz tego wydarzenia Ewangelie wymieniają jeszcze Kanę
parokrotnie w życiu Jezusa. W Kanie przyszedł kiedyś do Jezusa dworzanin
mieszkający w Kafarnaum z prośbą o uzdrowienie jego syna. Z Kany pochodził
Natanael, towarzysz apostołów Piotra, Tomasza, Jana, Jakuba i Filipa. Kanę
Galilejską musiał często odwiedzać Chrystus Pan, leżała bowiem na szlaku
wiodącym z Nazaretu nad Jezioro Galilejskie.
Miasto odzyskanego życia
W KIERUNKU południowo-wschodnim od Nazaretu leży trzecia
miejscowość uświęcona działalnością Chrystusa Pana. Dziś jest to maleńka
wioska zagubiona wśród pastwisk, do której trzeba iść pieszo, gdyż szosa
omija ją zupełnie. Święty Łukasz opisuje obecność Chrystusa Pana w Naim:
„I stało się, że znowu szedł do miasta, które zowią Naim, a za nim
szli uczniowie i rzesza wielka. A gdy się zbliżył do bramy miejskiej, oto
wynoszono umarłego, jedynaka, którego matka była wdową, i liczna rzesza
miejska szła za nią. A gdy ją ujrzał Pan, ulitował się nad nią i rzekł
jej: nie płacz. I przystanął, i dotknął się mar... I rzekł: młodzieńcze,
tobie mówię wstań! I usiadł umarły, i począł mówić, oddał go matce
jego” (7,11 nn). W tym maleńkim miasteczku wydarzył się więc jeden z
największych cudów Jezusa: wskrzeszenie umarłego. Do dziś zachowały się
resztki grobów żydowskich kutych w skale, w południowo-wschodniej stronie
wioski. Czy nie ku nim kierował się kondukt żałobny? Czy nie w jednym z
nich miały być złożone zwłoki młodzieńca?
Ukochane jezioro
GALILEA posiada jezioro, jedyne zresztą w całej Palestynie.
Żydzi nadawali mu różne nazwy: Jezioro Galilejskie, Jezioro Tyberiadzkie,
Jezioro Genezaret, Morze Galilejskie lub po prostu: morze. To
„morze” nie ma więcej niż 21 kilometrów długości i 9 kilometrów
szerokości. Jest przepiękne. Od zachodu otoczone zielonymi wzgórzami
Galilei, od wschodu fioletowo-szarymi skałami Gerazy. Od strony wzgórz
galilejskich jezioro posiada brzegi łagodne i łatwo dostępne. Od
najdawniejszych czasów jezioro było znane z obfitych połowów ryb i do dziś,
o zmierzchu dnia, wypływają na nie rybacy. Ich łodzie powracają o świecie.
Wody Jeziora Genezaret posiadają w Ewangeliach miejsce
szczególnie uprzywilejowane. Tak często jest o nich mowa! Jezus ukochał te
fale czyste i świeże. Można powiedzieć, że nauczanie publiczne Chrystusa
Pana w przeważającej części odbyło się nad jeziorem lub wprost na jego
falach.
Oto najprzód nad jeziorem miało miejsce powołanie
pierwszych apostołów. Zarówno Mateusz, jak i Marek piszą uroczo, że
dokonało się niejako w czasie przechadzki Jezusa wzdłuż brzegu: „A
gdy Jezus przechadzał się nad Morzem Galilejskim, ujrzał dwóch braci,
Szymona, którego zowią Piotrem i Andrzeja brata jego, zapuszczających sieci
w morze (byli bowiem rybakami). I rzekł im: Pójdźcie za mną a sprawię, że
staniecie się rybakami ludzi. A oni natychmiast opuściwszy sieci poszli za
nim. I odszedłszy nieco ujrzał dwu innych braci, Jakuba Zebedeuszowego i
Jana, brata jego, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi sieci. I
wezwał ich. A oni natychmiast pozostawiwszy sieci i ojca poszli za nim”
(Mt 4,18 nn).
A dalej, z fal jeziora, siedząc w łodzi, Chrystus Pan
nauczał zgromadzonych na brzegu ludzi. „I stało się, gdy cisnęły się
nań rzesze, aby słuchać słowa Bożego, że on stał nad jeziorem
Genezaret. I ujrzał dwie łodzie stojące przy jeziorze, rybacy wyszli bowiem
i płukali sieci. A wszedłszy do jednej łodzi, która była Szymona, prosił
go, aby odjechał nieco od lądu. I siedząc nauczał rzesze z łodzi” (Łk
5,1 nn). Jezioro Galilejskie było świadkiem wielu cudów Chrystusa Pana. Są
to zawsze cuda „rybackie", dokonane w obecności apostołów, którzy
byli rybakami. „A gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: wyjedź na głębię
i zapuście sieci wasze na połów. A odpowiadając Szymon rzekł mu:
Nauczycielu, całą noc pracując niceśmy nie ułowili, wszakże na słowo
twoje zarzucę sieć. A gdy to uczynili, zagarnęli ryb mnóstwo wielkie, tak
że się sieć rwała. I skinęli na towarzyszów, co byli w innej łodzi, aby
przybyli i pomogli im. I przyszli i napełnili obie łodzie, tak że się
prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr padł do kolan Jezusowych mówiąc:
wynijdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny” (Łk 5,4). Innym
razem Chrystus Pan prosił apostołów, aby wspólnie przeprawili się na
drugi brzeg jeziora. „A gdy on wstąpił do łodzi, weszli za nim
uczniowie jego. A oto burza wielka powstała na morzu, tak że fale zalewały
łódź. A on spał. I przystąpili do niego uczniowie jego i obudzili go mówiąc:
Panie, ratuj nas, giniemy! I rzekł im: czemu jesteście bojaźliwi, małej
wiary? Wtedy powstawszy rozkazał wichrom i morzu, i stała się cisza
wielka” (Mt 8,23 nn). Znowu kiedy indziej kazał o zmierzchu samym
apostołom płynąć przez jezioro, a on pozostał z ludźmi na brzegu. Gdy
nadeszła noc, nagle ukazał się płynącym apostołom chodząc po falach.
„I ujrzawszy go chodzącego po morzu zatrwożyli się mówiąc: to
widmo! I z bojaźni krzyknęli. Zaraz też Jezus przemówił do nich: ufajcie,
jam jest, nie trwóżcie się. Odpowiadając zaś Piotr rzekł: Panie, jeśliś
to ty, rozkaż mi przyjąć do siebie po wodach. A on rzekł: przyjdź. I
wyszedłszy Piotr z łodzi szedł po wodzie, aby przyjść do Jezusa. A
zobaczywszy wiatr gwałtowny, uląkł się i gdy począł tonąć, zawołał:
Panie, ratuj mię! A Jezus wyciągnąwszy natychmiast rękę uchwycił go i
rzekł mu: małej wiary, czemuś zwątpił?” (Mt 14,22 nn).
Chrystus Pan ukazywał się apostołom nad jeziorem także i
po swoim zmartwychwstaniu. Przepiękny opis takiego ukazania się, cudownego
połowu ryb i nadania św. Piotrowi pierwszeństwa w rządzeniu Kościołem,
znajdziemy w końcowym rozdziale Ewangelii św. Jana. „Szymonie, synu
Jana! Miłujesz mnie więcej niźli ci?” - pyta Chrystus Pan Piotra.
„Rzecze mu Piotr: tak, Panie, ty wiesz, że Cię miłuję. Rzecze mu: paś
baranki moje”. Chrystus powtarza pytanie trzykrotnie. Piotr, który był
się Go zaparł, ale który równocześnie całym sercem przylgnął do
Chrystusa, mówi: „Panie, ty wszystko wiesz, ty wiesz, że Cię miłuję.
Rzecze mu Pan: paś owce moje” (J 21,15 nn). To były ostatnie słowa
zamienione między Panem a Piotrem - słowa serca. Dziś na brzegu jeziora, w
miejscu wyznania Piotra, stoi kościół, a w nim znajduje się skała, na której
stał Piotr-Opoka wyznając Bogu-Człowiekowi całą swoją biedę, ale i całą
miłość ludzką.
Dolina chleba
GDY się schodzi z Góry Błogosławieństw w kierunku
jeziora, droga wiedzie półkolem poprzez dolinę porośniętą bujną trawą.
Dokonał się w niej dwukrotnie cud rozmnożenia chleba. Ewangeliści podają,
że w tej otwartej na jezioro dolinie słuchało Pana przeszło pięć tysięcy
ludzi. Będąc na miejscu łatwo się przekonać, że zgromadzenie takiej
rzeszy było istotnie możliwe. Chrystus stał zapewne nad brzegiem wody, zwrócony
twarzą do ludzi siedzących półkoliści na zboczu. Św. Jan, który posiadał
dar notowania szczegółów, podaje, że „było dużo trawy na owym
miejscu” (6,8). Tak pozostało do dziś. Św. Marek pisze: „A
wychodząc Jezus ujrzał rzeszę wielką i ulitował się nad nimi, albowiem
byli jako owce nie mające pasterza, i począł ich uczyć wielu
rzeczy”. Czytamy dalej, że apostołowie w obawie, iż tak wielka rzesza
nie znajdzie pożywienia, radzili Chrystusowi, aby rozpuścił ludzi zanim
zapadnie noc. A Chrystus nagle odpowiedział: ,,Dajcie wy im jeść”. I
gdy zaczęli się tłumaczyć, że mają tylko dwieście denarów oszczędności,
a za wszystek pokarm jedynie pięć chlebów i dwie ryby, „kazał
ludziom usiąść na trawie, a wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby i
wejrzawszy w niebo, błogosławił i łamał chleby, i dawał uczniom swoim,
aby przed nimi kładli, a dwie ryby rozdzielił wszystkim”. Mateusz,
Marek i Jan stwierdzają dosadnie, że „jedli wszyscy i nasycili się”
i że „było tych, co jedli pięć tysięcy mężów, nie licząc
niewiast i dzieci” (Mt 14,13; Mk 6,10; J 6,5).
Drugie rozmnożenie chleba zostało zanotowane przez Mateusza
i Marka. Tym razem siedmioma chlebami zostało nasyconych cztery tysiące mężów
„oprócz dzieci i niewiast” (Mt. 15,29; Mk 8,1).
Góra błogosławieństw
JEZUS przebywając wiele nad Jeziorem znał dobrze okoliczne
wzgórza i doliny. Ewangeliści mówią często, ze usuwał się sam jeden na
górę, aby się modlić. Jedno ze wzgórz, okalających jezioro, cieszy się
dziś naszym głębokim szacunkiem. Albowiem na nim wypowiedział Jezus słynne
przemówienie, zwane potocznie „kazaniem na górze”. Stanowi ono
streszczenie całej Ewangelii i niejako testament duchowy Chrystusa Pana.
Przemówienie to zapisał św. Mateusz w rozdziałach: piątym, szóstym i siódmym
swej ewangelii. Taki jest jego początek: „A widząc Jezus rzesze, wstąpił
na górę i gdy usiadł, przystąpili ku niemu uczniowie jego. A otworzywszy
usta nauczał ich mówiąc: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem
ich jest Królestwo Niebieskie. Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą
ziemię. Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni,
którzy łakną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni
miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego
serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni pokój czyniący,
albowiem synami Bożymi będą nazwani. Błogosławieni, którzy prześladowania
cierpią dla sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebieskie”
(Mt 5,1 nn).
Góra chwały
POMIĘDZY dwoma skupiskami miejsc, w których działał
Chrystus: Nazaretem, Kaną i Naim od południa, jeziorem Genezaret, Kafarnaum
i Betsaidą od północy, wznosi się samotnie szczyt góry zwanej Taborem. Góra
ta znana jest w Ewangeliach jako miejsce Przemienienia. Liczy 562 m wysokości
i ma kształt ociężałego, jakoby sztucznie usypanego kopca.
Wejście na szczyt okazuje się uciążliwe, droga bowiem
pnie się stromo, tnąc górę zygzakami. Ze szczytu Taboru rozpościera się
szeroki widok na całą Galileę, dalekie góry Libanu i Syrii, tereny
Jordanii i żyzną dolinę Ezdrelonu. Na ten szczyt wspinał się kiedyś
Jezus z apostołami. Ewangelista pozostawił taki opis tej wyprawy: „A
po sześciu dniach wziął Jezus Piotra i Jakuba, i Jana, brata jego, i
zaprowadził ich na górę wysoką, na uboczu. I przemienił się przed nimi:
i rozjaśniało oblicze jego jako słońce, szaty zaś jego stały się białe
jako śnieg. I oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz rozmawiający z
nim” (Mt 17,l nn).
Apostołowie w swej naiwności, widząc chwałę Jezusa,
zapragnęli pozostać na górze na stałe. „Panie, dobrze nam tu być.
Jeśli chcesz, zbudujemy tu trzy przybytki: tobie jeden, Mojżeszowi jeden i
Eliaszowi jeden” (Mt 17,4). Wiemy, że Jezus Przemienienie połączył
bezpośrednio z zapowiedzią swojej Męki.
W południowo-wschodniej stronie od góry Tabor, w głębokiej
dolinie płynie rzeka Jordan, łącząc jezioro Genezaret z Morzem Martwym.
Wzdłuż brzegów Jordanu prowadzi dawna droga z Galilei do Judei. Tą drogą
szedł parokrotnie Chrystus do Jerozolimy na święta Wielkanocne. Tym
szlakiem nadjordańskim, poprzez wąwozy szarych i pustych gór Judei, poprzez
Jerycho i Betanię szedł Jezus opuszczając po raz ostatni kraj swojego
dzieciństwa - Galileę.
Józef SADZIK SAC
Do Ziemi Świętej ks. Józef Sadzik udał
się wiosną 1965 roku, tuż przed Wielkanocą. Swoje refleksje z podróży
opisał w dwóch tekstach. Pierwszy, „Notatnik na marginesie
Ewangelii”, udostępniliśmy w poprzednim numerze „Recogito”.
Drugi, drukowany w miesięczniku „Nasza Rodzina” 6 (249) 1965, s.
4-9, stanowił wspólne przedsięwzięcie dwóch osób. „Ziemię dzieciństwa
i młodości” Jezusa opisał ksiądz Sadzik, zaś „Ziemię urodzin
i śmierci”, ksiądz Modzelewski. Tekst ks. Zenona Modzelewskiego
(1933-1996) przypomnimy w następnym numerze naszego internetowego pisma.
|

Na zdjęciach:
Ulice Nazaretu
(zdj.archiwalne)
Fot. Archiwum „NR”
|