
 |
Rozmowa
z...
BARWY, KOLORY...
Z Łucją SZOSTAK rozmawia Teresa BŁAŻEJEWSKA
Obraz Lucji Szostak |
Łucja
Szostak urodziła się w Jeżycach. W Paryżu ukończyła École d`Arts
Appliques - Wydział Malarski. Swoje prace wystawiała w salonach
artystycznych w Belgii i Francji. Brała udział w wystawach zbiorowych i
indywidualnych. W 1990 roku w Salonie Artystów Francuskich w paryskim Grand
Palais została wyróżniona brązowym medalem. Od 1998 roku wystawia swoje
prace we własnej galerii-pracowni „Atelier du Jour“.
-
Pani obrazy pulsują barwami, są pełne światła, spontaniczności, radości,
swoistego temperamentu, czy sztuka według Pani wpływa na przeżywanie świata?
- Wpływa w tym sensie, że
świat się zawsze przeżywa i będzie się przeżywało. Jest to o tyle ważne,
że wpływa na patrzenie w przyszłość. Barwy, kolory, które stosuję w
swoich obrazach, przyczyniają się do widzenia świata optymistycznie. Ten mój
optymizm wypływa - może to zabrzmieć paradoksalnie - z przeżyć trudnych i
bolesnych. Smutne przeżycia też można przyjąć optymistycznie, ale tylko
wtedy, kiedy się na nie patrzy w perspektywie przyszłych doświadczeń i
radości, jakie mogą dać, kiedy wyciągniemy z ich przeżywania właściwe
wnioski. Poza tym trzeba pamiętać, że smutne przeżycia przeminą - jak
wszystkie inne - a wiele się można nauczyć, aby nasze życie było coraz głębsze
i wewnętrznie piękniejsze.
Zawsze zachwycało mnie piękno i pięknem chcę się teraz dzielić z innymi.
To nie znaczy, że uciekam od świata realistycznego, że problemy ludzkie
mnie nie interesują, są mi obojętne. Te wszystkie wojny, ludzkie dramaty,
jakie się dzieją na świecie, głęboko mnie przejmują, bolą. I właśnie
dlatego, że na świecie jest tyle zła, okrucieństwa, szarości, poprzez
malarstwo, które jest u mnie zawsze bliskie natury, dostrzec trzeba także piękno,
którego jest tak wiele, które daje nam natura i którego doświadczamy od
innych ludzi.
-
Czy fakt, że Pani mąż Didier Guerin jest poetą i często w swojej poezji
odnosi się do Pani twórczości, inspiruje Pani malarstwo czy może
przeszkadza?
-
To raczej moje obrazy inspirują poezję mojego męża. Didier wydał już
cztery tomy swoich wierszy. Można w nich znaleźć wiele utworów na temat
moich obrazów. Podczas wernisaży, kiedy wystawiam swoje prace, mąż czyta
swoje wiersze, które bezpośrednio inspirowane są moimi obrazami.
- Pracowała Pani przez
kilka lat w ośrodku geriatrycznym w Enzanville, gdzie z ludźmi dotkniętymi
chorobą Alzheimera, rysyjąc i malując z pacjętami, prowadziła Pani terapię
zajęciową. Czy doświadczenia tam zdobyte miały wpływ na Pani widzenie człowieka
i czy to znajduje swój wyraz w malarstwie?
-
Tak, oczywiście. To były dla mnie bardzo ważne doświadczenia. Było to
poznawanie człowieka, u którego stopniowo zanika pamięć. Ćwiczenia, jakie
z nimi prowadziłam, polegały na pobudzeniu wyobraźni i przywracaniu pamięci,
chociaż na kilka chwil, poprzez rysunek, barwy, wydobywane kolory. Czasami
samo dotknięcie farby wzbudzało reakcję. Na przykład, kiedy chorzy
otrzymywali zadanie, żeby namalować pociąg, opowiadanie o podróżach
powodowało przypominanie wielu faktów z życia związanych z podróżami. Po
tym przygotowaniu prosiłam, aby namalowali najpiękniejszą chwilę, jaką
przeżyli w swojej podróży. Wyniki były zaskakujące: obrazy były piękne,
jasne, optymistyczne, pełne energii, cała gama kolorów. A wydawało się,
że są to ludzie, którzy już nic nie mogą z siebie dać.
Ci ludzie wiele mnie nauczyli, dzięki nim otworzyłam się w pełni na człowieka.
Pomogli mi zrozumieć dramat choroby, cierpienia. Inaczej teraz odbieram
napotkanego człowieka, głębiej analizuję wyraz jego twarzy i to, czego nie
wyrażają żadne słowa. W malarstwie bardzo mi to pomogło.
-
Maluje Pani według pewnych cyklów tematycznych: „Kolory lata“,
„Sekrety ptaków“, „Wiosna motyli“, „Symfonia koralowa“. Co wpływa
na Pani wybory, czy jest to tylko inspiracja przyrodą?
-
Potrzeba tworzenia, malowania, myślę, jest we mnie - konieczniość wyrażenia
się na płótnie jest moją wewnętrzną potrzebą. Jeśli nie maluję kilka
dni, czuję się niespokojna, brak mi tego. Tematów do malowania można szukać
w kamieniach, w wodzie, w wewnętrznych przeżyciach - wszędzie. Malarstwo
dla mnie nie jest ucieczką od życia, kiedy ono boleśnie doświadcza, ale
oddawaniem się bez reszty swojej pasji. Twórczość jest dla mnie radością.
Zawsze byłam optymistką. Czasu, jaki jest nam dany, nie można zatrzymywać
i z życia zawsze trzeba wydobywać to, co piękne. Są oczywiście w życiu
chwile smutku i rozpaczy - jak u wszystkich ludzi - ale staram się je odrzucać.
W końcu nawet najgorsze zło przeminie - jak wszystko.
-
Dopracowała się Pani swoich uczniów. Jak to się stało, że przy pracowni
powstała szkoła malarska?
- Moja galeria połączona
jest z pracownią. Nawet z ulicy jest to widoczne. To z pewnością zadecydowało,
że zaciekawieni zaczęli mnie odwiedzać, a potem przysyłać swoje dzieci,
które patrząc |